Dzień po dniu. Czyli 3 dni w stolicy

Cóż, w drodze czas mija jeszcze szybciej i kiedy skończyłem pracę w CHX nie znalazłem netu aż do Magic Wood, gdzie z kolei odpoczywanie od komputera wygrało z obowiązkami blogowymi. Dlatego publikuję coś co napisałem dwa tygodnie temu, kiedy ruszałem z Chamonix do Briancon. Na resztę przyjdzie pora. Pewnie dziś w pociągu do Warszawy, albo jutro w samolocie do Caracas. Na pewno znajdę czas bo podróż na World Games w Cali wygląda na długą a trochę do opowiedzenia jest. Zapraszam na powrót do przeszłości….

Niestety czas mija szybko i już trzeba wracać… powiedzmy do pracy. Nie narzekam, lubię być przy zawodach i przy nich pracować, tylko miło było przez chwilę poplanować sobie dni z punktu widzenia tego gdzie i jak chce się wspinać.

W niedzielę zanim się ogarnąłem, spakowałem i odespałem długi wieczór na Rue des Moulins (14.07 to święto narodowe we Francji i wyglądało na to, że całe Chamonix się bawiło) było już po południu. Zdążyliśmy jeszcze z Pawłem ruszyć się na bouldery i w krótkiej choć intensywnej (im trudniej szły przystawki tym więcej trzeba było się wspinać) sesji zmęczyć na tyle, żeby w poniedziałek zamiast na Aguille du Midi ruszyć tylko na Plan. W zasadzie to po dość długim okresie działania bez przerwy musiałem trochę odpocząć, więc taki obrót rzeczy wydawał się być słuszny.

Super, że na miejscu można jednego dnia bardzo dobrze boulderować, na naprawdę klasowych kamieniach, a następnego w zasadzie bez większego podejścia wspinać się na ścianach pod 500m.. Oczywiście o ile tylko pogoda dopisuje, ale wyjątkowo lipiec jest tu nadzwyczaj „przystępny”. Wycenowo działaliśmy w okolicach tego samego stopnia. W niedzielę na 7b i w poniedziałek na 7b. Jedno 7 ruchów (chyba) drugie na 11’tym wyciągu (też chyba). Pierwszego dnia się udało (choć to raczej nie ta wycena) drugiego nie (jeśli mniej to na 8a.nu punktów powinno mi wręcz odejśćJ). Choć Peine Perdu (taka nazwa drogi na Geandarme de Peine) jest stosunkowo blisko, to z uwagi na długość i zawiłość drogi w zasadzie równo zdążyliśmy z czasem, żeby startując z pierwszej kolejki zdążyć na ostatnią. Niecałe 500 metrów wspinania (z czego jakieś 300 po połogach płytach) przypomniało mi, ile trzeba się narobić w górach, żeby coś zrobić i, że brak łydki może spowalniać wspinanie. Było świetnie (dzięki Maciek), choć kluczowy wyciąg nie padł czy sto klasycznie. Tylko, że następnego dnia zamiast działać dalej, restowaliśmy, żeby w środę wyjechać jednak do góry na Valle Blanche.

Wyjechaliśmy pierwszą kolejką, która spóźniła się o pół godziny. W planie mieliśmy wspinanie na Trident du Tacul na drodze Les Intouchables. Z pierwszej do ostatniej kolejki nie ma zbyt wiele czasu a ściana i droga są dość daleko, dlatego działaliśmy sprawnie. Na tyle że ja na starcie wpadłem (szczęśliwie związany) do szczeliny brzeżnej, a Maciek na pierwszym wyciągu tak ostro walczył, aż coś mu w kolanie strzykło. W sytuacji dość długiego powrotu, małej ilości czasu i bez szalonego parcia na górę (nie ucieknie) po 3 wyciągu zdecydowaliśmy się wracać. Kiedy byliśmy już na dole przyszła zapowiadana po południowa burza a mnie czekała długa droga do Briancon. Wyjątkowo mecząca bo zapomniałem o Tour De France które dwa dni później w Bourg D’Oisans miało swój przedostatni etap. Kolejka camperów czekających na wjazd na parking ciągnęła kilometrami i przez 2 godziny stałem w korku. Ale udało się i od jutra dalej praca.

Drogi są ułożone, co nie znaczy, że daliśmy radę idealnie dopasować poziom do tego co widziałem podczas Mistrzostw Europy. Ponieważ układaliśmy je jeszcze przed Chamonix, a czasu na poprawki przed zawodami nie ma, będziemy musieli znowu reagować i dopasowywać trudności na bieżąco. Ściana jest stara (jeśli ktoś śledzi na bieżąco zawody to nic nie powinno go zaskoczyć) i nie łatwo na niej kręci się drogi tak trudne i równe, żeby rozrzucić  zawodników z najwyższej półki. Tak przynajmniej wydaje mi się jak na razie. Choć nie jestem szefem wśród układających na te zawody (jest nim bardzo sympatyczny Czech Jan Zbranek – startował swojego czasu na Bouldermonsters 3), autentycznie martwię się czy poziom będzie wystarczająco wysoki a drogi dobre. Szczególnie po tym jak praca w Chamonix nie do końca nam wyszła a zarówno materiałów mieliśmy więcej, jak i ściana była lepsza. Zapowiada się nerwowy weekend.

Pozdrowienia i do usłyszenia

Adam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*