Dzień 2.2 a w zasadzie to 3.0

Czyli wczoraj wieczór i noc, oraz co o tym wszystkim myśli mój ulubiony superbohater.

Wieczór był piękny. Nie padało (dziś chyba dla przyzwoitości z podnośnika polejemy wszystkich wodą, żeby nie było wątpliwości gdzie jesteśmy), i odbyły się naprawdę bardzo emocjonujące zawody. Pierwszą ich częścią były finały Mistrzostw Europy osób niepełnosprawnych. Rywalizacja odbyła się na dwóch drogach, o wycenach  bodajże 7b+ i 7c+. Co ważne obie drogi zostały zrobione do końca, powiedzmy z on-sightu (choć nie jest to najlepsze sformułowanie, to przypominam, że niewidomi w Paryżu występowali w koszulkach „No sight, but on sight”)  i nie wielu zawodników spadało przed połową drogi. Niezwykle inspirujące występy i chyba trudno nie być pełnym podziwu dla tych ludzi i ich woli walki.

Druga część, wieczoru – ta która miała przynieść nam (Polakom:)) dwa srebrne medale to zupełnie inna historia. Można powiedzieć – pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji (poślizgnięcia, lub falstarty które wykluczały kolejnych z rywalizacji), stojąca na bardzo wysokim poziomie sportowym (6,03 Libora to chyba jednak niezły wynik). Filmów z biegów finałowych nie zdążę już zamieścić bo muszę zmykać do pracy, ale mam nadzieję, że nie zapomnę.

Za 1,5 godziny ruszają półfinały. W nocy „dokręcaliśmy śrubę” i zobaczymy jakie będą tego efekty. Obyśmy nie zerwali gwintuJ. Na razie zostawiam ze zdjęciami z wczoraj. Jeszcze raz wielkie gratulacje dla Marcina i Oli za super walkę.

A na koniec i może trochę na uspokojenie nerwów – co myśli o tym Wilq. Dzisiejsza kartka z jego kalendarza mówi:

„Teoretycznie, w miarę najciekawszy dzień roku. Do 15’j”.

Trzymam za słowo:)

Pozdrowienia

Adam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*