Ogromne podziękowana

Witam serdecznie.

Po pierwsze chciałbym niezwykle mocno podziękować wszystkim za wsparcie, którego udzieliliście mi w ostatnich dniach zaraz po wypadku.Było to bardzo budujące i dodało mi masę pozytywnej enegrii.Dziękuję bardzo.

Obecnie jestem w bardzo pozytywnym nastroju bo przede wszystkim ŻYJĘ:)))))Proste ale logiczne i raczej nie zadręczam się problemami typu dlaczego itd. tylko myślę o tym jak najszybciej i najkorzystniej to rozwiązać. Po kolei.

Czytaj dalej

Urriellu

Po nie krótkiej podróży przez Francję i Hiszpanię dotarliśmy do Picos de Europa.

Przez ostatni tydzień stacjonowaliśmy obok schroniska pod Urriellu nazywanym również Naranjo. Szczęśliwie pomimo braku konkretnego planu dość szybko daliśmy radę zorganizować się i skupić na dwóch celach.

Zachodnia i północna ściana Urrillu mają 500 metrów wysokości i do połowy przewieszają się w mniejszym lub większym stopniu. Większość dróg na tych ścianach powstawała w stylu hakowym. Generalnie ten styl wspinaczki jest tu bardzo popularny. Czasami sprowadza się on jedynie do przepinania między nitami albo spitami. Innymi razy wymaga bicia haków między drewniane kołki, albo wiszenia na tzw. „leadhead’ach”. Czymś na kształt placków z ołowiu precyzyjnie rozwałkowanych na ścianie, z których wystają cienkie stalowe linki. Inaczej mówiąc bywa zabawnie.

Wiele dróg na zachodniej ścianie zostało już uklasycznionych. Natomiast najbardziej przewieszona część północnej ściany i całego Naranjo nadal nie posiada klasycznego przejścia. Na jej bokach znajdują się takie drogi jak „Pilar Cantabrico”, czy „Obraju”, jednak jej główne spiętrzenie nadal pozostaje w pewnym sensie „dziewicze”.

Nico wyciągnął mnie w tę podróż, żeby spróbować jedną z linii, które wypatrzył właśnie w głównym spiętrzeniu Naranjo. Celem miało być albo uklasycznienie jednej z istniejących tam hakówek (wycenione na A4 i A5 – na marginesie przejście tej drugiej miało miejsce zimą i zajęło autorom 69 dni), albo poprowadzenie własnej niezależnej drogi. Ale jak już pisałem jest to tylko jeden z celów. Drugim okazało się „Obraju” – droga braci Pou z 2009 roku, nazwana w tamtym czasie „najtrudniejszym Big Wall’em na świecie”. Nietypowe jak na drogę, która w zasadzie kończy się po 5 wyciągach ale coż, takie subtelne błędy się zdarzają.

„Obraju” znajduje się na przełamaniu zachodniej i północnej ściany Naranjo. Przez pierwsze 3 wyciągi (3 i 4 łączy się w jeden) prowadzi niezależną linią, która bracia wyposażyli w spity. Następnie łączy się z drogą „Mediteraneo” – hakówką wycenioną bodajże na A3. Pierwszy wyciąg po połączeniu wyceniony został na 8c+/9a, co w rzeczywistości jest jedną z najwyższych wycen jeśli chodzi o wyciąg pokonany w górach. Droga z dołu wygląda bardzo ładnie i co dla nas jest korzystne, znajduje się blisko miejsca, w którym znajduje się nasz drugi cel. Pewnie z obu tych powodów, a także z ciekawości co do tego jak wyglądają trudności, dzień po przejściu „Diretissimy” na zachodniej ścianie, spróbowaliśmy swoich sił na „Obraju”.

Dziś jesteśmy na dole w skałkach. Czekamy, aż zalepią się dziury w palcach, i gromadzimy zapasy żywności na kolejne dni pod Urrielu. Na „Obraju” byliśmy dwa razy. Oba w pięknej pogodzie i oba owocne, jeśli chodzi o wspinanie na najtrudniejszych wyciągach. Urwaliśmy kilka chwytów, a przy okazji zjazdów w dół przyjrzeliśmy się dokładniej skale obok z myślą o klasycznym przejściu. Zrobiliśmy też pierwsze dwa wyciągi będące połączeniem dwóch sąsiadujących obok „Obraju” hakówek. Nie obyło się bez przygód, bo jednak kiepscy z nas „hakmeni”. Okazało się na przykład, że najtrudniejsze miejsca na wyciągu za A3 najlepiej przechodzi się klasycznie.

Tyle na teraz, ale zapraszam gorąco do skromnej galerii.

Pozdrowienia.